Dlaczego zainteresowała mnie pedagogika Marii Montessori?

Moje zainteresowanie pedagogiką Marii Montessori wynikło z obserwacji moich własnych dzieci oraz dzieci w przedszkolu, w którym pracowałam, z obserwacji otaczającego nas świata, następującego postępu ludzkości. Jednym słowem z prawdziwej potrzeby serca.

Pracując w przedszkolu w grupie „0”, składającej się z 5-cio i 6-ciolatków, zaczęłam dostrzegać wiele niepokojących mnie rzeczy. Słusznie zauważa Maria Montessori, że to „smutne widowisko. W klasie nauczyciel zajęty jest napychaniem wiadomości do głów dzieci. Aby pracę tę wykonać z powodzeniem, potrzebne mu będzie unieruchomienie klasy; konieczne też jest, aby nauczyciel mógł bez wysiłku udzielać nagan i nagród i narzucać taką lub owaką postawę.” (Montessori, Domy dziecięce, 2005, str. 20) Te słowa doskonale odzwierciedlały moją pracę z dziećmi. Nieustannie musiałam stosować kary i nagrody , aby osiągnąć unieruchomienie , czy ciszę, albo inne „właściwe” zachowanie, aby mechanicznie wbić w pamięć zawartość programów. Ten tradycyjny sposób uczenia i wychowywania sprawił, że zaczęłam zadawać sobie pytania o sens mojej pracy i celowość zabiegów wychowawczych, i czy w ogóle są one wychowawcze? Pedagogika Marii Montessori okazała się całościową odpowiedzią i punktem zwrotnym w moim życiu.

Najważniejszym, czy też wyjściowym punktem koncepcji pedagogicznej Marii Montessori, który mnie poruszył, stało się pojęcie „normalizacji” jako celu wychowania. W określonych warunkach wyłonił się nowy typ dziecka: skoncentrowanego, które wykazuje samodzielność, odpowiedzialność za siebie i innych, samodyscyplinę, pracowitość, jest pełne miłości , zainteresowań, oraz odwagi w poznawaniu świata. Ta wizja wydała się być nieosiągalnym ideałem, i z pewnością bardziej bliski i realny wydał się „dewiacyjny” obraz dziecka, niesamodzielnego, skłonnego do sprzeczek, kapryśnego, nieśmiałego-podporządkowanego, czy nadmiernie narzucającego się, roztrzepanego z bujną fantazją. „Istnieją zatem dwie różne natury: rzeczywiście normalna, która jednak była nieznana, oraz natura dewiacyjna, która dotąd przez wszystkich uznawana była za normalną.” (Montessori, „Dewiacja i normalizacja”, 1934).

Jak więc osiągnąć tą normalną naturę dziecka? Maria Montessori obserwując dzieci w założonym przez siebie Casa dei Bambini (Domu dziecięcym odpowiednikiem naszego przedszkola) i we wcześniejszej pracy „postawiła tezę, że dziecko urzeczywistnia swe życie nie tylko jako istota biologiczna, ale przede wszystkim jako istota psychiczno-duchowa w danym jej środowisku kultury ludzkiej. Twierdziła, że podobnie jak w sensie biologicznym „nikt nie może rosnąć za dziecko”, tak i w obszarze duchowym dziecko jest własnym „budowniczym”. (Miksza, 2010, str. 25) Trzeba zatem dostarczyć dziecku: miejsce, materiały, narzędzia i przewodnika/doradcę, który w razie potrzeby będzie pomagał. To wszystko określone zostało mianem „przygotowanego otoczenia”.

W aspekcie materialnym, to po prostu miejsce, w którym znajduje się klasa, szkoła, meble, pomoce dydaktyczne. W tradycyjnej klasie można zobaczyć ławki skierowane w stronę tablicy, nauczyciela i jego biurko. Pomocy dydaktycznych raczej nie widać, a jeśli są widoczne to pełnią rolę eksponatów muzealnych, których nie można dotykać, a już na pewno nie na co dzień. Można odnieść wrażenie, że miejsce najważniejsze, niejako centrum, zajmuje nauczyciel. To tradycyjny, dobrze nam znany model, a co proponuje Maria Montessori? Meble dostosowane są swoją wielkością i ciężarem do uczniów, co umożliwia też samodzielną aranżację wnętrza, np.: zestawienie stolików konieczne do wspólnej pracy. Dzieci mogą też pracować na podłodze, rozciągając na niej specjalne dywaniki, co daje im możliwość przyjmowania dogodnej pozycji, a jednocześnie porządkuje i wyznacza przestrzeń pracy. W sali znajduje się duża ilość otwartych półek, a na nich mnóstwo pomocy dydaktycznych, i wszystkie mogą być używane w wybranym przez dziecko czasie! Trudno w tym miejscy wyobrazić sobie, jak dzieci maszerują po sali, zachowując ład i porządek. Oto jak tę kwestię opisuje sama Montessori: „W dawnej metodzie karność wyrabiano sposobem wręcz przeciwnym, przez unieruchomienie i milczenie. Ten brak ruchu i milczenie przeszkadzały dzieciom poruszać się z wdziękiem i swobodą i jeżeli zdarzyło się im znaleźć miejscu, gdzie nie było ławek, łatwo przewracały lekkie przedmioty. Przy naszym systemie, przeciwnie – dziecko zdobywa zdolność poruszania się, co mu się przyda poza szkołą.” (Montessori, Domy dziecięce, 2005, str. 54)
Przygotowane otoczenie i pomoce dydaktyczne, które są jego częścią, konstruowane są według norm: estetyki, logiki, ograniczenia i odkrywania przez dziecko filozofii świata poprzez struktury porządku, podobieństwa, kontrastu, luk, dysharmonii. Większość pomocy dydaktycznych wykonanych jest z drewna, co stanowi o ich trwałości i estetyce. Pojawiające się barwy mają na celu przyciągnąć uwagę dziecka , by następnie skupić ją na istocie zadania. Przykładem może być różowa wieża, która początkowo jest dla dziecka „zestawem 10-ciu klocków”, przez który stopniowo, poznaje abstrakcyjne pojęcie: duży, mały. Dlaczego więc klocki nie są kolorowe, o różnej fakturze, w większej ilości? „Istotną cechą budowy pomocy rozwojowych jest izolacja trudności. Jest to niezwykle cenny walor, a zarazem wskazówka dla dziecka w trakcie pracy z daną pomocą. M. Montessori trafnie zauważyła, że jeśli przedmiot pracy jest przejrzysty w swej budowie, nie ma w nim natłoku różnorodnych problemów do rozwiązania, to pozwala on dziecku na „rozpoznanie” swego celu poprzez samodzielną z nim pracę. Prowadzi to do budowania ładu moralnego.” (Miksza, 2010, str. 56) Warto w tym momencie nadmienić, iż każda pomoc jest w jednym egzemplarzu, co stanowi również element wychowawczy. Dzieci uczą się cierpliwości oczekując na tzw.: „swoją kolej”, a jednocześnie wzmacniają motywację do dalszych poszukiwań.

Samokontrola

Elementem samowychowawczym jest też „kontrola błędu”, która pozwala dziecku na osobiste sprawdzenie poprawności wykonania pracy. „Radość z poprawnie wykonanego zadania, satysfakcja z samodzielnie odkrytego i naprawionego błędu stanowi swoistą nagrodę dla dziecka. Jest to ważna droga do samowychowania i osiągania normalizacji.” (Miksza, 2010, str. 65) Takie podejście do pracy dziecka prowadzi do samokontroli i uniezależnienia się od oceny nauczyciela.

To coś całkowicie innego! Tu dziecko staje się podmiotem, zajmuje centrum, podczas, gdy nauczyciel pozostaje „w cieniu”. Czy jest zatem konieczna obecność nauczyciela? Czy nie będzie on blokował swobody dziecka?

„Granicą swobody powinien być interes zbiorowy, a formą to co nazywamy grzecznym zachowaniem się i taktownym postępowaniem.” (Montessori, Domy dziecięce, 2005, str. 55)
Nauczyciel jest niejako „łącznikiem” ze światem dorosłych, jest przewodnikiem , doradcą, ale tylko wtedy gdy dziecko potrzebuje jego pomocy. „Ogrzewa, ale nie spala” jak mawiała Maria Montessori.

Nauczyciel jest częścią, ale i kreatorem przygotowanego otoczenia, i działa w myśl zasady „pomóż mi zrobić to samemu”.

Takie spojrzenie na rolę nauczyciela, sprawiło, że chcę nim być. Praca tą metodą skłania do ciągłego rozwoju. Nauczyciel organizując otoczenie do samodzielnej pracy, nieustannie stymuluje i podnosi własne kompetencje metodyczne. Obserwacja poczynań dzieci, cicha obecność, brak nagród i kar, to nieustanna praca nad własnym charakterem.

Jeszcze jedną ważną częścią „przygotowanego otoczenia” są inne dzieci w klasie, czy grupie przedszkolnej. Ich obecność jest ważna dla rozwoju osobowości dziecka. Maria Montessori słusznie zauważyła, że środowiskiem najbardziej naturalnym i stymulującym jest rodzina . Dlatego , też w grupie są dzieci z trzech roczników, co pozytywnie wpływa na rozwój kompetencji w zakresie związków międzyludzkich i współpracy, a to z kolei prowadzi do wychowania ku wartościom, których coraz większy deficyt odczuwamy w dzisiejszym świecie. Trudno się jednak dziwić jeśli ”są one stawiane przed dziećmi i młodzieżą jako wymagania. W ten sposób ciągle pojawia się konieczność motywowania ich do przestrzegania owych wartości. Natomiast pedagogika Mari Montessori stwarza możliwość doświadczania własnej osoby jako istoty wartościowej, a ponadto zaakceptowania faktu, że służba życiu może być zadaniem kuszącym.” (Berg, 2007, str. 80)

Podsumowując, można powiedzieć, że pedagogika Marii Montessori to nauka wychodząca od dziecka, wypływająca z jego obserwacji, szanująca indywidualną osobowość. Dziecko wychowane w duchu tej metody jest odważne w odkrywaniu świata, odpowiedzialne, wewnętrznie zdyscyplinowane. Czyż nie są to cechy powszechnie pożądane? Oto dlaczego pokochałam Tą metodę i z podziwem patrzę na samą Marię Montessori.
„Ludzie wzrastający w tak rozumianym otoczeniu będą potrafili w przyszłości budować ład i porządek moralny w świecie (idea wychowania dla pokoju).” (Miksza, 2010, str. 73)

Cytowane prace

Berg, H. K. (2007). Maria Montessori- poszukiwanie życia razem z dziećmi.Odpowiedzi na aktualne pytania pedagogiczne. Kielce: Jedność.
Miksza, M. (2010). M. Miksza, Zrozumieć Montessori. Czyli Maria Montessori o wychowaniu dziecka. (strony 25,56). Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 1998.
Montessori, M. (1934). „Dewiacja i normalizacja”. Rzym: IV Międzynarodowy Kongres Montessoriański.
Montessori, M. (2005). Domy dziecięce. Warszawa: Wydawnictwo akademickie „Żak”.